79. On for tonight. ‚Couse I’m just holding on for tonight.

Tytuł pochodzi stąd:

 

W tym krótkim urywku czasu świat mógłby przestać istnieć. Byleby tylko został on. Jego dłoń wciąż ściskająca jej nadgarstek, jakby bał się, że nawet delikatne poluzowanie sprawi, że ucieknie. Ta powaga i upór wymalowany na twarzy, to spojrzenie, które wciąż zapiera jej dech.

„Kocham cię” – dźwięczące jej w uszach.

Jednak sekundy wbrew pozorom mijają dość szybko, a czasu nie da się ani cofnąć, ani zatrzymać. Do zamglonej świadomości stara się przebić rozsądek. Dziewczyna odwraca głowę i spuszcza wzrok.

- Nie wierzę. . .  – chce się wyrwać, ale on jej nie pozwala, przyciągając jeszcze bliżej siebie. Gwałtownie odwraca się i wbija pełne bólu spojrzenie w jego napiętą twarz. – Jak mam ci ufać? – szepcze z bólem.

Mężczyzna wznosi na krótką chwilę oczy ku niebu. Zaraz jednak ponownie wraca do niej i wdycha na poły z jękiem. Puszcza jej rękę. Mierzwi palcami swoje i tak już będące w nieładzie włosy.

-Spieprzyłem to. Wiem. Powinienem był coś wymyślić, lepiej cię zabezpieczyć…

Dziewczynie łzy stają w oczach, a umysł na nowo z ledwością łączy fakty w logiczną całość. Wszystko zdaje się odżywać na nowo, otwierając ranę, która nawet nie zdążyła zacząć się zabliźniać. Ten znienawidzony głos tak wyraźnie dźwięczy w jej umyśle.

- Powiedział, że to gra. . . – wyrywa jej się cicho.

- Słucham?! – szorstkie nuty przebijają się w jego głosie.

Gosia, jakby kurczy się w sobie. Oplata się ramionami, czując przytłaczające wręcz zmęczenie i to bynajmniej nie fizyczne.

- Aleks…

- Co z nim? -warczy, nawet na sekundę nie spuszczając z niej wzroku.

- Że się mną bawisz. . . – uśmiecha się gorzko do siebie, odwracając ku niemu głowę. W jej oczach lśnią łzy,  a on ma coraz większą ochotę, by rozerwać na strzępy tego, który to zapoczątkował.  – Że nigdy byś na mnie nie zwrócił uwagi i że to tylko dla organizacji . . . – urywa i przytyka dłoń do ust. Odbija jej się, a na ustach ponownie czuje smak alkoholu. Zdaje się, że odrobinę przesadziła z procentami.

- I wierzysz mu? – jego suchy ton sprawia, że mimowolnie przymyka powieki. Zaciska je coraz bardziej, energicznie potrząsając głową.

- Nikomu już nie wierzę. . .

Odwraca się przesuwając wzrokiem po pogrążonej w mroku okolicy. Jej myśli stają się coraz mniej składne, łzy coraz uparciej napierają na powieki, za wszelką cenę chcąc się wydostać. Czuje się do granic zagubiona. Jak mała, biała myszka wrzucona do gigantycznego labiryntu. Myszka, której coraz głośniej huczy w głowie.

Robert obserwuje ją w milczeniu. Jego oczy są zmrużone, tworząc wąskie, wężowe szparki, szczęka napięta.

- Przecież to psychopata, któremu zależy tylko na tym żeby się na mnie zemścić. Jak możesz mu wierzyć?! – warczy, nie będąc w stanie pohamować irytacji.

Przecież do diabła nie licząc tego przeklętego epizodu z wielkim nieudanym bohaterstwem nie dał jej ani jednego powodu, dla którego mogłaby się tak zachowywać. Przekładać słowa tamtego nad jego własne.

Dziewczyna kręci głową, czując nagle, że jest jej niesamowicie niedobrze.

- Zostaw mnie,  Pol – rzuca słabo w jego kierunku.

- Ceglarek, do cholery!

- Pracuję już dla organizacji… – przerwa na głębszy oddech – …nie musisz więcej udawać, że ci zależy.

Mężczyzna unosi dłoń do góry i po chwili, zaciśniętą w pięść opuszcza. Robi krok w jej kierunku. Ona chce się cofnąć, chwieje się. W jego pełnym złości spojrzeniu przebija się niepokój i troska.

- Co z tobą?

Równocześnie z wybrzmieniem jego ostatniego słowa, dziewczyna odwraca się i upada na kolana, zaczynając zwracać zawartość żołądka w krzaki. Kaszle i szlocha, grożąc mu w międzyczasie, że jeśli tylko się zbliży, popamięta. Kilka minut potem podnosi się z klęczek i staje na nogach, które zdecydowanie nie mają ochoty trzymać jej w pozycji stojącej. Jej sylwetka tonie w mroku nocy, więc on nie widzi niemal trupio – bladego koloru jej twarzy. Widzi natomiast trzęsący się palec skierowany w swoją stronę.

- Idź do diabła… – wyrzuca z siebie, bełkotliwie i niemal natychmiast traci świadomość.

Brunet dopada do niej w ostatniej chwili, ratując przed zderzeniem z zimnym i wilgotnym podłożem. Podrzuca ją delikatnie, biorąc na ręce. Przyciska do piersi, kręcą głową. Doprawdy ma już serdecznie dość tych sprzecznych uczuć kotłujących się po jego umyśle.

Lokuje ją na tylnym siedzeniu swojego samochodu i zabezpiecza pasami. Wsiada za kierownicę. Okazuje się więc, że dziewczyna, która jeszcze niedawno uporczywie próbowała mu wmówić, że jest coś wart, teraz ma o nim najgorsze zdanie. Bardziej ufa wrogowi niż jemu i pozwala wkładać sobie do głowy niedorzeczne brednie. Oczywiście, uwiódł ją, żeby podlizać się Karskiemu. Gdyby nie fakt, że kompletnie nie jest mu do śmiechu, najpewniej parsknąłby teraz głośno i wyraźnie. Aleksa nigdy nie posądzał o przesadną inteligencję, ale ona… Owszem, na każdym kroku wyzywał ją od idiotek i kwestionował możliwości jej umysły, ale przecież to tylko takie pieprzenie. Tak naprawdę, dobrze wie, że ma do czynienia z inteligentną osóbką, która swoim uporem i nazbyt bujną wyobraźnią niejednokrotnie ową inteligencję przyćmiewa. Więc jakim cudem tak po prostu go odtrąciła?! Na podstawie kilku kłamstw?! I może to ona ma teraz jej do końca życia udowadniać, że jest inaczej? Jest zdecydowanie za stary na takie gierki. Dlatego właśnie cenił sobie życie w samotności. Żadnych komplikujących życie uczuć, mieszających w głowie emocji. Żadnych nieprzytomnych kobiet na tylnym siedzeniu, żadnych wyrzutów sumienia.

Uderza otwartą dłonią w kierownicę, klnąc pod nosem.

Chwilę później znajduje się już pod ich blokiem i stara się wydostać ją z samochodu. Dziewczyna zdaje się spać. Budząc się raz po raz i macha rękami i nogami.

- Przestań, kretynko, bo posądzą mnie o napaść! – syczy w jej stronę, gdy niemal uderza go łokciem w głowę, ale ona już ponownie odpływa w niebyt.

Mężczyzna jedną ręką podtrzymuje jej ciało, drugą dłonią przesuwa sobie po twarzy. Zaraz kogoś rozniesie.

Jak na złość, akurat gdy wtaszcza się razem z jej osobą, która ponownie otwiera swe cudowne ślepia i zaczyna machać łapami, na klatkę, mija go najbardziej wścibska staruszka z całego osiedla.

- Nie nam…dam. .. nie psszelecisz mnie dzisiaj, ty kłamco..ty..

Robert zerka na zwiększające swoją objętość oczy babci i szuka wzrokiem czegoś ciężkiego, by uciszyć to doprowadzające go do szału dziewczę, które wygląda, jakby zaraz miało ponownie się zrzygać.

- Niech pan zostawi, tą biedną dziewczynkę. Upił pan a teraz może chce wykorzystać? Ja po policję zadzwonię, po księdza…

- Potrzebne pani egzorcyzmy? – podsuwa ze złośliwym uśmiechem – Ceglarek, do kurwy nędzy!! – drze się, drugi raz już obrywając jakąś częścią jej ręki w skroń.

- Jaki brak kultury! Zero szacunku do starszych!

Ale on już nie słucha. Podcina dziewczynie nogi, na których i tak z ledwością się trzyma i ponownie bierze ją na ręce, znikając z zasięgu wzroku natrętnej babci. Nim dociera do jej mieszkania ona już śpi. Odszukuje wolną dłonią klucze w tylnej kieszeni jej spodni. Wciąż trzymając ją w objęciach otwiera drzwi i popycha je nogą, zamykając w ten sam sposób, gdy już dostaje się do środka. Rzuca klucze na szafkę i przechodzi do jej sypialni. Nachyla się nad jej łóżkiem, chcąc położyć ją na nim, jednak ze zdumieniem spostrzega, że palce jednej z jej dłoni są zaciśnięte na materiale jego koszuli. Przesuwa delikatnie palcem po jej kostkach i wydobywa fragment ubrania, co ona kwituje krótkim chrapnięciem. Z niezwykłą ostrożnością kładzie ją na poduszkach. Zsuwa z jej stóp buty, z nóg spodnie. Unosi brwi widząc czerwoną koronkową bieliznę. Do diabła nigdy nie będzie w stanie jej pojąć.

Zakłada kosmyk włosów za jej ucho i przesuwa dwoma palcami po jej policzku. Nie ma nawet cienia pomysłu na to co dalej robić. Po dzisiejszym wieczorze nie jest nawet pewien czy w ogóle cokolwiek jest możliwe. Jak ma przekonać do siebie kogoś, kto zamyka przed nim wszystkie drzwi i okna?  Co więcej, kto swoją awersję opiera głównie na kłamstwach jakiegoś chorego imbecyla! Jak ma jej pomóc uporać się z tymi wszystkimi morderstwami lub choćby z perspektywą dalszych, skoro ona tak uparcie broni się przed każdą próbą kontaktu? A jeśli właśnie powinien odpuścić? Jeśli tak właśnie będzie dla niej lepiej?

Pociera palcem wskazującym swoje nieznacznie spierzchnięte wargi. Rozważy to innego dnia. Dziś jest tu. W jej mieszkaniu, skąd najprawdopodobniej wyjdzie dopiero bladym świtem, pilnując, by w razie nagłego przebudzenia nic bardziej głupiego niż zwykle nie strzeliło jej do głowy.

Urywam tu. Mimo, że krótko. Wszystko dlatego, że następny rozdział będzie przełomowy dla tego opowiadania. Pojawi się Alicja. Wszystko wywróci się do góry nogami do tego stopnia, że zarówno Gosia, jak i Robert na krótką chwile odrzucą swoją relację na dalszy plan. I mam nadzieję, że to wszystko nie wyjdzie mi banalnie i że dam radę trzymać Was w napięciu aż do ostatniego rozdziału, do którego zbliżamy się wielkimi krokami.

7 Komentarze

  1. Rany, po takim „zwiastunie” to ja zwariuję do następnego. Myślałam, że teraz było ciężko, ale widzę, że chcesz mnie ewidentnie wykończyć tym napięciem :P. Szczerze? Nie chcę żadnego końca. Dla mnie to mogłoby się ciągnąć w nieskończoność byleby było jak najwięcej „rozmów” między Gosią a Robertem. I co też Alicja takiego wymyśliła? Aż w ogóle nie mogę skupić się na rozdziale, który dopiero co pochłonęłam, choć rzeczywiście był krótki więc nietrudno było ;). No i dobry był, jak zwykle- żeby nie było ;). Także czekam z ogromną niecierpliwością, więc nie męcz mnie za długo;). Buziaki:*.

    • Już zaczęłąm pisać, więc niebawem będzie :D Bardzo się cieszę, że nie masz ich dość :D Zwłaszcza, że trochę się to już ciągnie :)

  2. Taki troskliwy Pol.. no ja nie mogę uwierzyć :P Staruszka mnie rozwaliła z tym księdzem… serio, ksiądz? hehe…
    Nie ma szans, ja nie chcę nic słyszeć o żadnym ostatnim rozdziale i zbliżaniu się do niego… cieszę się, że pojawi się Alicja, ale tylko tyle… żadnego końca sobie nie życzę.. nie możecie mi wszystkie odbierać moich kochanych bohaterów…
    Buziaki:***

    • No co do tego końca, to mam pewien plan, który zdradzę później :D Chyba jesteś jedyną oosbą, którą cieszy pojawienie się Alicji. :D

  3. Zacznę od końca, a więc: po jaką cholerę nam do szczęścia Alicja tutaj? No po co? Przecież ona powinna już dawno zostać zamknięta w szpitalu psychiatrycznym… Z nią jest coś nie tak… Na dodatek uważa się za pępek świata i nie ma w sobie za grosz godności, bo skoro jakiś facet jej nie chce to powinna odwrócić się na pięcie i odejść z wysoko podniesioną głową w przekonaniu, że to on stracił swoją szansę.
    Nie wiem, skąd u niektórych dziewczyn takie podejście, że będzie się płaszczyć przed facetem, a jak to nic nie da, to zaczyna snuć różne durne intrygi i obwiniać inną dziewczyną o jakąś kradzież (Alicja i Robert nawet nie byli razem, więc o co tej idiotce chodzi?).
    O matko, ale się rozpisałam o tej debilce. Ale do sedna:
    Pol mnie zaskoczył. Znowu. Działa to na jego korzyść, nie można temu zaprzeczyć. A zachowanie Gosi jest takie naturalne… Bardzo mi się to podoba! Szkoda, że nie ściągnęła butów i mu na tej klatce nimi nie natrzaskała – chciałabym widzieć minę Pola :D
    A miłość zawsze jest skomplikowana, ale nie można jej wiecznie unikać, więc Pol sam wpadł w swoje sidła. A jeśli na tym świecie żyje ktoś, kto dalej sądzi, że miłość jest piękna to niech przytrzaśnie sobie dłoń drzwiami… To uczucie jak każde inne, na które składają się pozytywne jak i negatywne emocje…
    Boże, ale się rozpisałam ;D
    Czekam na kolejny i nieważne co w nim będzie, bo wiesz, że nienawidzę Alicji i życzę jej wszystkiego najgorszego :D
    Buziaki :*

  4. Hejka.
    Podoba mi się zachowanie Pola :) Prawdziwy facet! Wie jak zająć się Goską. No podoba mi się i tyle, nie bede ukrywała tego.
    Chociaż na początku troche nie podobało mi sie zachowanie dziewczyny, no i ten Aleks. Po co mu tak wierzyc na słowa, co? Niech się odczepi …
    a ta starsza pani też całkiem ostro pojechała z księdzem i policją, hehe, no ale Pol nie byłby sobą gdyby si,e do niej nie odezwał.

    Kończysz juz to opowiadanie? Mam nadzieje ze nie z negatywnym skutkiem dla bohaterów (Pola i Gośki). Nie kryję, ze bedzie brakowało ich ale i jestem ciekawa jak to wszystko si,e dalej potoczy.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na kolejny rozdział :)

  5. Nie uwierzyła, a raczej uwierzyła, ale chciałaby nie wierzyć? Na to wskazuje jej zachowanie i ta próba wyparcia jego słów. I ten nieszczęsny Aleks… Czemu ona tak usilnie mu ufa? Przecież to kłamca.
    Ale Robert zachował się ładnie, tak jak na prawdziwego mężczyznę przystało. Hmmm, tak bonusowo wspomnę, że ta scena ze staruszką mnie rozbawiła :D

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.