86. Don’t fall down when it’s time to arise. No-one else can heal your wounds

Tytuł pochodzi stąd:

Pokój skąpany jest w mroku. Okna zasłonięte, pozamykane. Telewizor wyłączony. Tylko jego palce bębniące o blat stołu przebijają się przez ciszę, która doprowadza go do szaleństwa. Ileż to już razy w przeciągu tych kilku godzin wstawał i nawet wychodził z mieszkania. Za każdym razem jednak wracał, wiedząc, że tylko straci czas. Obmyślał jednocześnie plan niewybrednych tortur, którym podda informatyka, jeśli ten nie wypełni jego zadania. I to kolejny powód, dla którego czuł się tak parszywie. Mógł tylko siedzieć, licząc na osobę, która być może zaszywa się właśnie w mysiej dziurze. A przecież to on powinien jakoś to rozgryźć. On sam dojść krok po kroku do tego martwego już w gruncie rzeczy popaprańca i wyrwać ją z jego rąk. Bo przecież ona już powinna tu być, obok niego. Bo przecież to on jest pieprzony Robert Pol. Gówno warta legenda, która po dwudziestu latach nie może nawet wykorzystać tych wszystkich zdolności, gdy naprawdę tego potrzebuje. To zaś z kolei po raz kolejny daje mu aż nazbyt wyraźnie do zrozumienia, że jest nikim. I do diabła nawet w małej części procenta nie zasługuje na nią i jej uczucia. Ale jest w stanie kląć się na wszystko, że więcej jej nie zostawi. Będzie jak ten pieprzony kundel przywiązany do niej, zawsze przy niej, gotów rozerwać gardło każdemu, kto ośmieli się kiedykolwiek jeszcze choćby źle na nią spojrzeć.

Jego dłoń gwałtownie wyciąga się w kierunku telefonu, któremu zaświecił się wyświetlacz. Subtelny dźwięk informuje o przyjściu wiadomości, a jemu zamierają na moment wszystkie funkcje życiowe. Odbiera. Otrzymuje dokładnie to, czego oczekiwał. Zdjęcia ciemnozielonego Forda, chwila po chwili, tworząc łatwą do odtworzenia mapę, której początkiem jest wrocławskie lotnisko. Wybiega z mieszkania, zapominając o drzwiach. Ma gdzieś, czy ktoś nie zechciałby go okraść. Teraz liczy się tylko to miejsce z ostatniej fotografii. Teraz złamie wszystkie przepisy, by dotrzeć tam najszybciej jak się da.

Małgorzata Ceglarek jest coraz bardziej osłabiona. Ręce zdają się już być nieczułe na ten ból i drętwienie od ciągłego uniesienia do góry i od zimnych, ostrych krawędzi kajdan, które na pewno porobiły już na jej nadgarstkach krwawiące rany. Co chwilę przymyka oczy walcząc ze łzami, które pchają się na zewnątrz gdy tylko przez jej wykończony umysł przemknie mniej lub bardziej świadoma myśl o nim. Popełniła wiele błędów i jest tego świadoma. Jednak pomijając wszystko inne najbardziej żałuje, że nie pozwoliła mu na tą cholerną rozmowę o którą żebrał przez tak długi czas. Zaciska zęby i czuje wstyd i ból na wspomnienie tych wszystkich ostrych słów wypowiedzianych przecież z premedytacją, by w końcu zabolało go tak, żeby odszedł. To nie tak, że nie pamięta tego wszystkiego, za co jeszcze niedawno miała ochotę rozerwać go na strzępy. Ale przecież na tym polega miłość, by wybaczać. Poza tym, jak może mieć pretensje do niego o coś, co sama robiła? Bo przecież zabiła i to nie raz. Tak naprawdę nie ma ochoty roztrząsać już niczego. Chce tylko ujrzeć przed śmiercią raz jeszcze jego twarz. Bo umrze z całą pewnością. Aleks zaczął wykazywać się coraz większą kreatywnością. Poza głodzeniem jej, zaczął bić ją i torturować w sposób póki co nie zagrażający jej życiu, ale wcale przez to nie mniej bolesny. Więc jej śmierć to kwestia dni… I coraz częściej zaczynała skłaniać się do słów Aleksa, że tym razem jej nie ocali, że tym razem nie będzie szczęśliwego zakończenia.

Drzwi otwierają się ze zgrzytem i zostaje zapalone rażące ją światło pojedynczej, nagiej żarówki, zwieszającej się z sufitu. Brunet bez słowa siada naprzeciw niej przy ścianie. Nie odzywa się. Opiera łokcie na kolanach i patrzy napawając się zapewne jej bólem i żałosnym wyglądem.

- I gdzie jest teraz twój bohater? – spluwa z pogardą na drewnianą wilgotną podłogę. – Jeśli w ogóle można go określić takim mianem.

Dziewczyna milczy, patrząc uparcie w bok.

- Już nie pamiętasz, jak wyrżnął wszystkie twoje ocalone owieczki?- pyta kpiącym tonem, prześmiewając się przy tym odrobinę. – No powiedz, nie czujesz już zawodu? Nie masz ochoty żeby cierpiał tak, jak ty wtedy?

Nie wiedzieć kiedy jego palce zaciskają się boleśnie na jej szczęce i odwracają ku sobie.

- Odpowiedz – spokojny ton jego głosu tak bardzo kontrastuje z gniewem w oczach.

- Nie.

Puszcza ją i odsuwa się na krok.

- Bo jesteś głupią, nawiną małolatą, która wierzy w wielką ekranową miłość i inne głupoty. – śmieje się nagle w głos, aż po jej plecach przechodzą ciarki. – Wiesz, że do niedawna sam w to wierzyłem? I może wierzyłbym dalej, gdyby ktoś tego nie zniszczył.

Odwraca się do niej gwałtownie i uderza ją w twarz.

- Dlaczego mam pozwolić na jego pieprzone szczęście, skoro jego gówno obchodziło jej..moje. . . zniszczył ją, traktował jak podrzędną dziwkę, a teraz nagle został cudownie odmieniony, a ja mam zapomnieć o każdej krzywdzie?! Alicja nie żyje!

Dziewczynie w oczach gromadzą się łzy strachu. Agresja w czynach i tonie głosu Aleksa z każdą minutą przybiera na sile. Więc to teraz, za moment.

Robert… Robert…

- Ty też zginąłeś – zaczyna pierwszy temat, który przychodzi jej do głowy, by choć na moment odwlec to, co nieuchronne.

Rysy twarzy Aleksa jakby łagodnieją odrobinę. Uśmiecha się nawet przebiegle do siebie.

- Nie tylko wy macie wspólników. Nie tylko wy wiecie, to czego służy środek nasenny.

Dziewczyna przez moment analizuje jego wypowiedź. Unosi lekko głowę, gdy dociera do niej jakże oczywista prawda.

- Fabian..

Aleks macha ku niej wskazującym palcem.

- Może nie jesteś aż tak głupia, jak wszyscy mówią.

- Ale widziałam krew…

Brunet wzrusza ramionami.

- Ot woreczek schowany w marynarce.

Dziewczyna nieznacznie kręci głową. Na energiczny ruch zdecydowanie brakuje jej sił.

- Dlaczego Fabian ci pomógł? Przecież to mogło go kosztować życie, gdyby Karski..

- On już nie żyje – ucina i zaraz wywraca oczami, widząc jej pełne niedowierzania spojrzenie. – Oh daj spokój, przecież śmierć nie jest ci obca. Był niewygodnym świadkiem, który w przypływie niepotrzebnych uczuć mógłby zniszczyć cały mój plan. – urywa na moment, a w pomieszczeniu zapada gęsta cisza. – A dlaczego? Nie wiem, czy wiesz, ale był gejem. Pozostali członkowie organizacji nie byli w stanie zostawić tego bez komentarza lub czasem kilkuset komentarzy. Młody miał na liście wielu, którym życzył śmierci, a twój cudowny kochanek był jedną z tych osób. – uśmiecha się do niej nieprzyjemnie, jednak nie mówi już nic więcej. Okrąża pomieszczenie dookoła, chodząc od ściany do ściany, dotykając z jakąś nienaturalną delikatnością ich powierzchni.

- Traktował Alę, jak szmatę – kontynuuje, ponownie zaciskając dłonie w pięści a jego głos zaczyna drżeć niebezpiecznie. – Jak nic nie wartą dziwkę, którą może pieprzyć dla obrony swoich gównianych interesów. A ty myślisz, że ciebie zawsze będzie traktował jak księżniczkę? – w jednym skoku dopada do niej zaciskając palce na jej policzkach. Zbliża twarz do jej twarzy, tak, że dziewczyna czuje jego oddech na ustach i nosie. – Prędzej czy później zrobi z ciebie taką samą zdzirę, jak z innych. Choć może nie – kolejny nieoczekiwany uśmiech i przekrzywienie głowy – Bo przecież już nigdy się nie spotkacie.

Dziewczynę ogarnia coraz intensywniejsze uczucie paniki. Przecież to wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej! Ot, jaką cenę musi płacić, za swoją chorą dumę i głupie fochy, które ciągnęła w nieskończoność! Gdzieś w zakamarkach umysłu tli się nadzieja, że może w następnej minucie, sekundzie po prostu wpadnie tu ze swoim czarnym pistoletem i odbije ją, jak na tych wszystkich pokręconych filmach, które jakby ostatnio zaczęły się stawać nazbyt rzeczywiste. A przynajmniej do pewnego stopnia, bo przecież to, co najważniejsze, czyli zakończenie nigdy nie wygląda jak z ekranów, czy z ostatnich stronic porywających powieści. Dlatego czując jego krótkie paznokcie wbijające się jej w twarz, patrzy wykończonym wzrokiem w jego pełne niekrytej żądzy zemsty oczy i …odpuszcza. Dość ma już walki, która ciągnie się już tak długo. Walki, która od początku była nie warta świeczki i skazana na porażkę. Chciała wznieść się ponad mrok i ukarać złych ludzi. Robert zawsze miał rację. Była głupia i dziecinnie naiwna. I teraz przyjdzie jej zapłacić za to największą cenę. Umrze w samotności, przedwcześnie. Choć może nie do końca w samotności a w towarzystwie, jeśli nie właśnie z ręki człowieka, który nią gardzi i w stosunku do którego ona sama jest w stanie czuć tylko odrazę pomieszaną z nienawiścią.

Nie czuje już nawet bólu, zmęczenie upośledza jej zmysły. Nie czuje pieczenia, spowodowanego płytkimi ranami, z których nieznacznie sączy się krew, która zaczyna właśnie delikatnie krzepnąć. Nie czuje już strachu, bo wie, że umrze. A czas, miejsce i sposób owej śmierci lezy poza jej decyzjami.

Dlatego, gdy palce Aleksa z twarzy suną w dół na jej szyję i dekolt, przymyka tylko oczy, modląc się w ciszy, by to wszystko przebiegło szybko.

- Traktował ją jak zwykłą kurwę i ty też tak umrzesz.

Jego spocona dłoń przesuwa się dalej, w kierunku pleców i zapinania jej białego biustonosza.

- Z tego co pamiętam, ostatnim razem w czymś nam przeszkodzono. – mruczy jej do ucha, a ona mimowolnie się wzdryga, zaciskając powieki jeszcze bardziej.

Biustonosz opada na podłogę. Do jej uszu dociera cichy odgłos rozpinanego rozporka. Pod powiekami czuje łzy. Pomyśleć, że kiedyś otrzymała ampułkę cyjanku, którą miała strzec, jak oka w głowie i nosić zawsze przy sobie. Gdyby tylko mogła…było by już po wszystkim. Umarłaby z godnością. Choć przecież i tak pójdzie do piekła. Więc może to jej rodzaj kary, która rozpoczyna się już za życia?

Następne wydarzenia dzieją się tak szybko, że jeszcze przez wiele dni Robert zmuszony będzie opowiadać jej to wszystko, gdyż nie będzie wierzyć, że to miało miejsce naprawdę.

Spróchniały zamek rozsypuje się a drzwi rozwierają się z hukiem, pod wpływem mocnego kopnięcia. Robert Pol wkracza do pomieszczenia niczym mroczny doprowadzony do ostateczności demon. Zastyga na ułamek sekundy w bezruchu patrząc na zaskoczoną i lekko pobladłą twarz osobnika, który przecież nie ma prawa tu być. Zaraz jednak dostrzec można szybki ruch jego prawej ręki a przez pomieszczenie przelatuje ostry jak brzytwa sztylet, zatapiając się po chwil w ramieniu Aleksa. Gosia patrzy na napięte rysy twarzy tego diabła, który należy tylko do niej i nie wierzy własnym oczom. Jej spierzchnięte usta, zdają się szeptać jego imię, jednak nie wydobywa się z nich żaden dźwięk.

Oniemiały Aleks chwyta się za miejsce ugodzenia noża i zatacza się lekko, upadając. Robert niczym wściekły pitbul dopada do niego i siada na nim okrakiem, zaczynając bić na oślep. Jest jak w transie, a oczy przesłania mu mglista żądza mordu. Jego pięści pokrywają się krwią, która brudzi niesie się wokół nich. Nic to niego nie dociera. Żaden dźwięk ani bodziec. Umysł zawładnięty jest przez jedną myśl. Zabić.

- Robert! Wystarczy, on już nie żyje! – błagalny, słaby krzyk sprawia, że nieruchomieje.

Spogląda na swoje dłonie, całe w lepkiej, gęstej cieczy. Zerka w dół, na ciało, które w górnej swojej części przestało już przypominać istotę ludzką. Jego oddech jest ciężki i nierówny. Wstaje powoli i wyciąga zza paska broń. Strzela kilka razy, tak dla pewności, że tym razem nie „wstanie z martwych”. Wyciąga z kieszeni jego spodni maleńki kluczyk. Odwraca się i spogląda na nią, krzywiąc się na widok jej stanu. Emocje dławią go w gardle i najchętniej ożywiłby skurwiela tylko po to, by zabić jeszcze raz. Odcina sznur, którym przywiązane były jej ręce do sufitu. Jej ciało z jękiem osuwa mu się w ramiona. Odpina kajdanki i ściąga z siebie koszulę, okrywając nią jej nagie do połowy ciało.

- Robert…znalazłeś mnie – ten słaby, delikatny głos sprawia, że ma ochotę rozpłakać się jak dziecko.

Zamiast tego kiwa tylko głową, nie ma odwagi spojrzeć jej w oczy. Nie po tym, co właśnie miało miejsce.

- Jak widzisz, wciąż jestem potworem.

Jedna z jej drżących dłoni dotyka jego zarośniętej twarzy. Zaskoczony marszczy brwi i unosi wzrok na jej twarz. Na oczy, które teraz są znów tak pełne zrozumienia i akceptacji jak kiedyś. Z tym, że teraz jest w nich jeszcze coś. Uczucie tak potężne, że odbiera mu głos.

- Jesteś bohaterem – słyszy jej szept.

Mimowolnie prycha i wywraca oczami. Podnosi się z siadu i bierze ją na ręce. Spogląda na jej twarz, po której błąka się błogi uśmiech. Kręci głową.

- Nie mam pojęcia, czym ten skurwiel cię nafaszerował, ale najwyraźniej ciągle działa.

Dziewczyna oplata ramionami jego szyję i wtula głowę w jego obojczyk.

- Kocham cię.

Brunet daje sobie chwilę, by poradzić sobie z nagłą falą wzruszenia. Całuje ją czule w czoło, a głos który chwilę potem wydobywa się z jego ust jest już opanowany, niski i pełen zdecydowania.

- Jesteś moja. Na zawsze.

 

I… to koniec.

Każda historia ma swój kres, więc tak samo jest z tą. Dziękuję Wam wszystkim za śledzenie losów Roberta i Ceglarek. Za czytanie tych wszystkich rozdziałów, za komentarze, za obecność. Jesteście najlepsze ;*

Jeśli komuś jednak przypadło to do gustu i nie ma ochoty rozstawać się z tymi bohaterami, zapraszam tu:

http://refleksyy.blog.onet.pl/

Póki co mamy tylko szatę graficzną i zakładkę „bohaterowie” ale niebawem pojawi się pierwszy rozdział.

To swojego rodzaju kontynuacja tego opowiadania, która będzie miała miejsce niecałe dwadzieścia lat po tych wydarzeniach. Gosia i Pol będą tam obecni, choć mimo wszystko będą w tle. Pierwsze skrzypce przejmie ich córka. Vendetta też z czasem da o sobie znać ;)

Buziaki ;*

 

 

19 Komentarze

  1. Ehhhh.. Smutno mi na myśl, że to już koniec… Że nie zajrzę tu po ciężkim dniu pracy, po beznadziejnym dniu na uczelni, czy po jakimś rozwalającym mnie emocjonalnie wydarzeniu, z nadzieją, że kolejna odsłona losów tej dwójki przeniesie mnie w świat wyobraźni i choć na chwilę pozwoli nie myśleć o tym, co bolesne czy nieprzyjemne.

    Bardzo, bardzo Ci dziękuję za te wszystkie rozdziały, za emocjonalny rolet coaster, który mi towarzyszył podczas każdej lektury i za Twój dar pisania. Jeszcze raz wielkie dzięki ;*

    Oczywiście będę wierną czytelniczką kolejnego opowiadania, to chyba oczywiste.

  2. Jakby nie fakt, że będzie kontynuacja, to chyba bym się załamała. Jednak świat bez Pola nigdy już nie będzie taki sam. Brawo dla Ciebie za stworzenie tak charakterystycznej postaci i ciekawej, trzymającej w napięciu i niepewności historii. Buziaki Vicky :)!

  3. Ale że jak? Jak to koniec? Już? Jeszcze mogło coś być.. dla mnie za mało tego szczęścia na koniec. Kurcze.. no nie mogę się z tym pogodzić. Jak przypomnę sobie jak weszłam tu pierwszy raz i zaczęłam czytać było już całkiem sporo rozdziałów i tak mnie wciągnęły… Pamiętasz? Całkiem sporo ich pochłaniałam na dzień, a teraz nie wyobrażam sobie co bez tego opowiadania. To takie… kurcze no nie podoba mi się to ani trochę :(

    Oczywiście możesz na mnie liczyć.. będę odwiedzać nowe opowiadanie :***

    Mimo złości i smutku… Dziękuję Ci kochana za te miłe i pełne wrażeń, emocji chwile z Robertem i Gosią :**

    • Z racji właśnie tego, że będzie coś w rodzaju ciągu dalszego, urwałam tak … żeby był niedosyt :D I jak widzę, chyba się udało :) Doskonale pamiętam. Ciągle jestem pełna podziwu, że chciało Ci się nadrabiać te wszystkie rozdziały i że zrobiłaś to tak szybko! Dziękuję :*

  4. Uf, na szczęście informatyk nie zawiódł i Robert mógł ruszyć na pomóc Gosi. A już myślałam, że będzie po niej.
    Zdziwiło mnie, że i Fabian był w to zamieszany. Nie wiem, jaki miał w tym cel. To znaczy… teoretycznie wiem – chciał się odegrać na tych, co z niego szydzili. Ale czy Aleks nie był jednym z nich? To by do niego pasowało, więc nie wiem, dlaczego wolał z nim spiskować. Poza tym cały czas wraca temat Alicji. Facet musiał ją jednak mocno kochać, skoro ta zemsta stała się dla niego tak istotna.
    I jest! Robert zdążył na czas! Aj, nie dziwię się, że poniosły go emocje. Aleks pozwolił sobie na zbyt wiele.
    No! I takie zakończenie baaaardzo mi się podoba, choć na ogół nie lubię happy endu. Im życzę jak najlepiej i oczywiście będę śledzić dalsze losy kolejnych pokoleń ;)
    A za to opowiadanie należą ci się brawa. Odwaliłaś kawał dobrej roboty, a każdy rozdział czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Jesteś w tym niesamowicie dobra, wiesz? Dlatego tak bardzo jestem ciekawa tej kontynuacji.
    Weny!

    • Po ostatnim opowiadaniu nie miałam sumienia nikogo zabijać (z tych pozytywnych postaci) :D
      Bardzo Ci dziękuję za pochwały :D Naprawdę okropnie się cieszę,że Ci się podobało :D

  5. Hej, Vicky.

    A już się bałam, że Robert jej nie odnajdzie …
    Tyle emocji towarzyszyło przy czytaniu Twojego opowiadania.
    Jestem pod wrażeniem, że tak ładnie zakończyłaś to opowiadanie.
    Co do rozdziału … spodziewałam się, że Aleks dopnie swego, ale Pol wkroczył w odpowiednim momencie i wreszcie go zabił. W sumie to bym i jemu tortury zadała, ale przecież tu ważne bylo aby jak najszybciej uwolnić Gośkę.
    Biedna i tak naprzeżywała się będąc uwięziona.
    Jednak historia dobrze sie zakończyła … a juz bałam ze ją uśmiercisz. Cóż … nie kryję, że opowiadanie wyszło ci całkiem ciekawie. I powodzenia w pisaniu kontynuacji, bo jestem ciekawa jak wszystko potoczy sie wiele latpozniej u Pola i Goski.

    Pozdrawiam

    INNA

  6. Ale się przyssałam do tego opowiadania jak do słoika Nutelli (nie wolno nie wolno nie wolno, ale jeszcze troszkę)
    Ale się tam działo. Kiedy już myślałam że wszystko załatwine okazywało się że jednak nie załtwione. No bo cozywiscie bombę zaostawiłaś na koniec. I gdybym nie wiedziała że jest kontynuacja spodziewałaym się śmierci Roberta i związku Małgorzaty z Adrianem, który teraz no nie wiem co ze sobą pocznie bo te swoje uczucia ulokował jakoś nietrafnie.
    Piękne było to opowiadanie. Śmiałam się i wkurzałam jednocześnie. Bałam się o ich życie, a kiedy w napięciu czekałam na rozwój akcji niemal zawsze powtarzałam sobie w głowie ”nie, Vicky im tego nie zrobi, nie może” i pomagało, bo w końcu zawsze cało wychodzili ze wszystkiego :D

    Smutno mi trochę że Małgorzata zaczęła zabijać, że się zmieniła. Tzn, znam powody wiem dlaczego. Wiem że jeśli ciągle nie zabijałby to była by baja a nie opowiadanie, ale mimo wszystko szkoda że nie wywineli KArskiemu takiego numeru że ona nigdy zabić nie musiała. Zrobią się twarda, zimna, ale mam nadzieję że teraz Robert ją uleczy i beda żyli długo i szcześliwie <3

    NIe mogę się doczekać kiedy zacznę czytać następne, chociaż ja w ogole nie powinnam czytac tego dzisiaj, bo powinnam pracować!

    Wiesz co sie stało?
    Skończyłam swój rozdział. :D Tak mnie wczoraj to natknęło że napisałam ostatnią część w rozdziale i dzisiaj rano ją skończyłam + poukładałam sobie cały scenariusz.
    Mam nadzieję że tam będziesz często dodawać nowe, w nowym opowiadaniu.
    Chyba jesteś moją weną <3 ;*

    • Z tą pewnością do krzywdzenia bohaterów.. cóż.. po tym opowiadaniu, które wcisnęłam w trakcie Pola, większość osób, które to czytają już nie mają takiej pewności :D
      Ojjj tam, czas w pracy też trzeba sobie umilać :P
      I… po prostu szczerzę się jak głupia. Mogę zostać weną, nie ma problemu. U mnie rozdziały będą się pojawiać tak średnio co trzy, max cztery dni, czasem częściej. Pierwszy już jest, drugi się pisze (mam już jakieś pół ). Także ten… mam nadzieję, ze na publikacje nie trzeba będzie długo czekać i w ogóle Aydenka nasza wróci do nas na dobre :D masz pojęcie ile istnień byś uszczęśliwiła ?:D

      • Już Ci tam zostawiłam moje rozemocjonowane wypociny.
        Nie publikuję tego na razie bo się boję że mi zapał spadnie. Jak napisze jeszcze z pół następnego to wrzucę.
        Czekają mnie inne blogi, choć mam poważne wątpliwości czy zaczynać czytać nowe, no z wyjątkiem Twojego.
        Zobaczymy!

  7. Świetne zakończenie o ile mogę to tak nazwać, skoro już przeczytałam pierwszy rozdział Twojego kolejnego bloga. :) Jakże ja się cieszę, że Pol nie stracił na wyrazistości i nadal jest mrukliwym nerwusem. :D
    Wreszcie doskonale widać charakterek Gośki i to jak bardzo się zmieniła pod wpływem Pola i tego co musiała robić aby przeżyć. Wcześniej była dla mnie taka lekko mętna (nie jest to idealne określenie) a teraz daje radę i doskonale wkurza Robercika.
    Jak on mówi do niej Małgosia to jakie rozczulająca a jednocześnie nie dowierzam, że on tak potrafi. :D
    Dobrze, że nie kończysz ich przygody.
    Czekam na jak ich los się potoczy w kolejnej historii.
    Pozdrawiam. :*

  8. Sama wiesz, że z niecierpliwością czekałam na ten rozdział, bo chociaż jest ostatnim na tym blogu to wiedziałam, że masz w zanadrzu już drugiego bloga z nową historią, ale jednak powiązaną z Polem i Gosią.
    Cieszyłam się, gdy Pol mordował Aleksa. Wiem, wiem, brzmię jak psychopatka, ale z tym bolącym zębem już nie odpowiadam za siebie :P
    Zabił tą kanalię i mam nadzieję, że w tej Organizacji nie uchowała się żadna kopia Aleksa ani Alicji, bo normalnie, zabiłabym na miejscu. Mam głęboką nadzieję, że to nowe opowiadanie będzie miało więcej radości, bo tutaj same trupy i chociaż Pol bawił swoją postacią, a jednocześnie przerażał to wolałabym, żeby jego córka była bardziej otwarta na uczucia – po swojej matce :)
    Ale nieważne, zaraz będę na tym drugim :D
    Dziękuję Ci za tą historię i uwierz mi, zastanów się, czy nie warto byłoby wysłać tego opowiadania w świat, bo postacie jak i cała fabuła to mistrzostwo samo w sobie. Nie cierpię kryminałów i nałogowego zabijania ludzi, ale u Ciebie mogłam przymknąć na to oko, bo cała historia miała całkiem niezłą otoczkę w postaci Gosi i Roberta.
    Ostatnio przejeżdżałam obok pola, na którym sprzedawano truskawki i uśmiechnęłam się, bo przypomniałam sobie, że przecież cała ta bajka zaczęła się od tych przeklętych truskawek! I kto by pomyślał, że seryjny morderca będzie sprzedawał truskawki?
    Ściskam ciepło i życzę mnóstwa weny! :*

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.